Kosmetyki azjatyckie

12 września 2016

Kosmetyki azjatyckie (głównie koreańskie i japońskie) stały się dość popularne w naszym kraju w ciągu ostatnich kilku lat. Jeszcze ok. 10 lat temu kojarzyły się głównie z marką Shiseido dostępną w ekskluzywnych drogeriach. Obecnie sklepy internetowe mają w swojej ofercie kosmetyki wielu marek, takich jak Missha, Mizon, Holika Holika, It’s Skin czy Tony Moly. Kosmetyki te zyskały popularność głównie dzięki rekomendacjom blogerek i youtuberek. Azjatyckie podejście do pielęgnacji urody nieco różni się od europejskiego, a co za tym idzie, także rynek kosmetyków i rodzaje dostępnych produktów – dlatego powinniśmy mieć to na uwadze wybierając kosmetyki.

Zacznijmy od tego, że w Azji kryterium doboru kosmetyków nie jest formułowane na zasadzie „dla kogo” (dla osób o cerze suchej, dojrzałej itp.), tylko „w jakim celu” (by rozjaśnić, oczyścić itp.). Dlatego raczej nie trafimy na linie kosmetyków przeznaczone np. dla osób po 30. roku życia, tylko ukierunkowane na określony efekt – np. lifting czy nawilżanie.

mikumistock/bigstockphoto.com

Kolejną różnicą jest liczba i zróżnicowanie rodzajów samych produktów. Europejki są przyzwyczajone, że do codziennej pielęgnacji wystarczy im kilka kosmetyków – coś do oczyszczania i demakijażu (tonik, płyn micelarny, mleczko, żel do mycia – przy czym rzadko kto używa wszystkich tych kosmetyków jednocześnie) oraz 2-3 kremy (na dzień, na noc, ewentualnie pod oczy). Natomiast pielęgnacja azjatycka jest dużo bardziej skomplikowana – składa się z kilku etapów, a każdy etap oczywiście wymaga odpowiedniego kosmetyku. Na przykład do samego oczyszczania twarzy przed snem używa się preparatu do demakijażu, potem olejku, potem pianki, a na koniec preparatu do peelingu. Czy tyle zachodu przekłada się na spektakularne efekty? Nie zawsze – można zakładać, że to w znacznym stopniu kwestia marketingu.

W Europie, mimo ostrzeżeń o szkodliwości opalania, nadal popularna jest skóra muśnięta słońcem. Natomiast w Azji preferowana jest bardzo jasna, mleczna, rozświetlona cera. Efekt ten osiąga się między innymi za pomocą odpowiednich kosmetyków. W sprzedaży są np. kremy dotleniające i rozjaśniające przebarwienia. Jest też wiele kosmetyków do makijażu pomagających uzyskać wymarzony efekt porcelanowej karnacji – białe bazy, które można zmieszać z innym kosmetykiem, czy też kremy BB (są one produkowane także przez wiele firm obecnych powszechnie na naszym rynku, lecz nieraz mają one niewiele wspólnego z azjatyckim pierwowzorem). Marki dostępne globalnie, np. Nivea czy Rexona, mają w swojej ofercie produkty rozjaśniające przeznaczone specjalnie na rynek azjatycki. Praktykuje się także rozjaśnianie skóry od wewnątrz – efekt ten mają zapewnić specjalne suplementy.

Składy kosmetyków azjatyckich nieraz wyglądają intrygująco ze względu na zawartość składników niezbyt często spotykanych w kosmetykach europejskich. Hitem jest śluz ślimaka, który pomaga likwidować przebarwienia, blizny i zmiany trądzikowe. Popularność zdobywa także SYN-AKE, składnik naśladujący działanie toksyny znajdującej się w jadzie żmii (sam jest nietoksyczny) i działający podobnie jak botoks – rozluźnia on skurcze mięśni i zapobiega zmarszczkom. Podobne efekty daje jad pszczeli. Innym zadziwiającym składnikiem jest wyciąg z gniazd ptasich. Należy tu zaznaczyć, że chodzi tu o gniazda określonego gatunku ptaków – salangan, budowane nie z gałązek i piórek, lecz ze… śliny samców tego gatunku, która jest bogata m.in. w węglowodany, aminokwasy, potas i żelazo.

Poza powyższymi odmiennościami, kosmetyki azjatyckie często zaskakują pomysłowymi, oryginalnymi opakowaniami, które zachęcają do zakupu. Przykłady: maseczka z ekstraktem z pomidora w opakowaniu przypominającym kształtem pomidor; żel przeciw zaskórnikom z ekstraktem kurzego białka, w opakowaniu w kształcie jajka; czy też błyszczyk w pojemniczku w kształcie kotka.

Zostaw odpowiedź

Opublikowano w: Porady kosmetyczne, Trendy